Lokalny polityczny teatr dostarczył mieszkańcom powiatu łęczyńskiego kolejnego zwrotu akcji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie uchylił uchwałę Rady Powiatu Łęczyńskiego dotyczącą wygaśnięcia mandatu radnego Piotra Jastrzębskiego.
W tle sprawy pojawiają się mocne słowa o braku dowodów, szacunku do woli wyborców oraz pytania o skuteczność polityków, którzy próbowali grać rolę bezkompromisowych stróżów prawa.
Szeryf bez rewolweru
Głównym inicjatorem akcji skierowanej przeciwko Piotrowi Jastrzębskiemu był Karol Niewiadomski. W lokalnych kuluarach politycznych Niewiadomski chętnie kreował się na powiatowego „szeryfa”, który twardą ręką tropi wszelkie nieprawidłowości i stoi na straży praworządności.
Jak jednak pokazuje praktyka, rola ta wyraźnie przewyższa jego możliwości. Jedyna udana akcja to ta z mandatem za przejście poza przejściem dla pieszych. Kolejne podejmowane przez niego inicjatywy kontrolne kończą się fiaskiem, a wczorajsza decyzja sądu jest tego najbardziej wyrazistym dowodem. Ambitny plan pozbawienia mandatu Jastrzębskiego skończył się wstrzymaniem przez sąd decyzji rady i kompromitacją wnioskodawców.
Sąd wstrzymuje decyzję rady: Brak dowodów i lekceważenie wyborców
Podczas rozprawy, która odbyła się 22 października w Lublinie, Wojewódzki Sąd Administracyjny nie zostawił na zaskarżonej uchwale suchej nitki. Choć wyrok nie jest jeszcze prawomocny, w ustnym uzasadnieniu sąd jednoznacznie wskazał na rażący brak dokumentów źródłowych potwierdzających zarzuty naruszenia przepisów antykorupcyjnych.
Sąd podważył sposób prowadzenia sprawy i gromadzenia materiału dowodowego przez wojewodę, na którego wystąpieniu opierali się radni opozycji. Zabrakło kluczowych pełnomocnictw czy upoważnień, o których brak dr Piotr Jastrzębski głośno apelował jeszcze przed głosowaniem w radzie. Co więcej, sąd przypomniał o fundamentalnej zasadzie demokratycznej: pozbawienie radnego mandatu to najcięższa możliwa sankcja, podważająca bezpośrednią wolę mieszkańców.
Starosta Reszka żąda wyjaśnień i wzywa do darowizny
Obecny na rozprawie starosta łęczyński Łukasz Reszka, który od samego początku sprzeciwiał się odebraniu mandatu Jastrzębskiemu, nie krył satysfakcji z rozstrzygnięcia, ale i oburzenia postawą inicjatorów uchwały.
– Zanim odbierze się człowiekowi mandat powierzony przez mieszkańców, trzeba rzetelnie ustalić fakty. Piotr od początku upominał się o dokumenty potwierdzające stawiane mu zarzuty. Jak usłyszeliśmy w uzasadnieniu, właśnie tych dokumentów zabrakło – podkreśla Łukasz Reszka.
Starosta przypomniał swoje słowa wypowiedziane podczas sesji rady: „Mandat radnego nie pochodzi od wojewody, starosty ani od rady. Mandat pochodzi od wyborców”.
Teraz Łukasz Reszka oczekuje od Karola Niewiadomskiego publicznych wyjaśnień i odpowiedzi na pytanie, na jakich faktach i źródłach oparł swoje zarzuty. To jednak nie wszystko. W związku z zasądzonym przez sąd zwrotem kosztów postępowania, starosta wystosował do Niewiadomskiego publiczny apel o gest odpowiedzialności – przekazanie z własnych środków darowizny na rzecz dwóch domów dziecka działających w powiecie łęczyńskim (w kwocie odpowiadającej dwukrotności zasądzonych kosztów).
Co dalej?
Decyzja WSA w Lublinie to gorzka lekcja politycznej odpowiedzialności dla tych, którzy bez solidnych dowodów próbowali unieważnić decyzję wyborców. Mieszkańcy powiatu łęczyńskiego zyskali jasny sygnał, że pośpiech i powierzchowność w sprawach publicznych nie bronią się w starciu z niezawisłym sądem.
Pytanie tylko, czy niedoszły powiatowy szeryf wyciągnie z tej lekcji jakiekolwiek wnioski, czy też nadal będzie serwować lokalnej społeczności nieudane próby tropienia sensacji.
